WSzW RzeszówBIP
WKU lista WKU Jarosław WKU Jasło WKU Mielec WKU Nisko WKU Rzeszow WKU Sanok
Prasa o nas
Środa, 21 lutego 2018 r.

Polska Zbrojna, 19 stycznia 2018r.

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/24571?t=Armia-wzywa-na-kwalifikacje

 

 

 

 

Echo Dnia, 16 października 2017r.

 

 

Tygodnik Sanocki nr 23, 9 czerwca 2017r.

 

 

 

 

Życie Podkarpackie 24 maja 2017 r.

 

Echo Dnia 25-26 lutego 2017 r.

 

 

Super Nowości 9-11 września 2016r.

 

 

 

 

Super Nowości Dnia 26.02.2014 r.

Podkarpackie Echo Dnia 02.10.2013 r.

 

Podkarpackie Echo Dnia 06.09.2013 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gazeta codzienna Nowiny 26.09.2012 r.

Mężczyźni z Podkarpacia garną się do rezerwy

Resort obrony przygotowuje plan ratunkowy, który ma zachęcić do służby w Narodowych Siłach Rezerwy. W formacji miało być ok. 20 tys. osób. Jest 10 tysięcy, bo okazało się, że rezerwiści nie garną się do wojska. Wyjątkiem jest Podkarpacie.
Na Podkarpaciu nie ma problemów z kadrami dla NSR: chętnych jest 2,5 razy więcej niż miejsc. Ba, nasi rezerwiści zasilają jednostki w innych województwach.
Być żołnierzem kontraktowym NSR to formacja, która ma wzmacniać zawodowych żołnierzy w sytuacjach kryzysowych jak np. kataklizmy czy klęski żywiołowe, ale także w przypadku zagrożeń militarnych. W założeniu mieli do niej wstępować ochotnicy, którzy odbyli służbę wojskową i pracują zawodowo.

- Ich obowiązkiem jest odbycie co roku 30-dniowych ćwiczeń. Każdy otrzymuje przydział na stanowisko w konkretnej jednostce i czeka na ewentualne wezwanie. Staje się żołnierzem kontraktowym – tłumaczy mjr Włodzimierz Wertejuk, rzecznik Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Rzeszowie.


Kontrakty z jednostkami podpisywane są na okres od 2 do 6 lat. Można je przedłużać, ale maksymalnie do 15 lat. Nabór (kandydaci odbywają rozmowę kwalifikacyjną i zdają egzamin sprawnościowy) prowadzą Wojskowe Komendy Uzupełnień i na podstawie kontraktów nadają przydziały kryzysowe. Nie mają kłopotu z chętnymi.

– Województwo Podkarpackie wypełniło limity w ciągu trzech miesięcy od momentu, gdy zaczęło się tworzenie NSR, jako pierwsze w Polsce – mówi Wertejuk.


Z rezerwy do zawodowej

Na kontrakty w ramach NSR dla Podkarpacia jest przewidzianych ok. 700 miejsc. Tylko kilka procent pozostaje wolnych.

– To są chwilowe wakaty, bo procedura ich obsadzenia zajmuje trochę czasu. Ale nie będzie problemu, bo mamy w rejestrach ok. 200 kandydatów. Dodatkowo jest 1500 chętnych do służby przygotowawczej. Tam trafiają ci, którzy wcześniej nie służyli w wojsku. Po czteromiesięcznym płatnym szkoleniu także mogą zasilić szeregi NSR – dodaje mjr Wertejuk.


Wśród podkarpackich rezerwistów jest jednak rotacja, bo część dostaje propozycję służby zawodowej. I to całkiem spora – w sumie do pracy w jednostkach wojskowych na Podkarpaciu przeszło już 600 osób, przyjętych wcześniej do NSR.


- To naturalny proces, bo dowódcy podczas ćwiczeń mogą wyłowić tych, którzy najlepiej nadają się na dane stanowisko w jednostce – mówi mjr Konrad Radzik, rzecznik 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.


Największa w Polsce (10 jednostek) ma dla żołnierzy NSR ok. 450 miejsc, ale w służbie jest teraz tylko 330 osób.


– Dlatego, że w ostatnim czasie przybyło nam etatów i spora grupa została zatrudniona jako żołnierze zawodowi – tłumaczy Radzik. – Ale ta luka zostanie wypełniona.


Stabilizacja i pasja

To właśnie perspektywa stabilnej pracy i płacy jest magnesem przyciągającym do NSR. Choć – jak napisała wczorajsza "Rzeczpospolita” – w Polsce doświadczeni żołnierze zawodowi porzucają mundury i odchodzą do cywila, a ich następców brakuje, to w naszym regionie etat w armii wciąż jest atrakcyjny.

Dlatego do NSR zgłaszają się nie tylko ci, którzy kiedyś odsłużyli wojsko i pracują, ale i bezrobotni młodzi ludzie, bez doświadczenia, którzy widzą w tym sposób na dostanie się do służby zawodowej.


– 90 proc. kandydatów do NSR to ci, którzy chcą swoją przyszłość związać z wojskiem – przyznaje rzecznik Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego.


- Ale ochotnicy do NSR to nie tylko ci, którzy szukają ucieczki przed bezrobociem. I nie tylko bardzo młodzi. Mamy w szeregach 44-latka, który zgłosił się do NSR, bo chciał spełnić marzenie o tym, by zostać żołnierzem – opowiada mjr Radzik.


Jak twierdzi, wiele osób ma inne motywacje niż pieniądze.


- Wiem, bo rozmawiam z nimi, znam takie osoby w naszej brygadzie. Spełniają się w innych zawodach, ale wojsko to ich pasja.

Czytają fachową prasę, interesują się nowinkami w uzbrojeniu. Są dumni, gdy mogą kilka razy w roku założyć mundur, pojechać na poligon, sprawdzić się w konkretnej sytuacji – opowiada.

Rezerwisty nie zwolnisz z pracy
Bo bycie w NSR nie wiąże się z większymi przywilejami – poza ustawową gwarancją, że pracownik należący do tej formacji nie może być zwolniony. Ale nie ma z tego pieniędzy (płatny, 80 zł dziennie, jest tylko udział w ćwiczeniach). Dlatego MON chce, by służba w NSR była bardziej atrakcyjna.

Projekt nowelizacji ustaw o powszechnym obowiązku obrony oraz uposażeniu żołnierzy niezawodowych przewiduje m.in. wprowadzenie comiesięcznego wynagrodzenia za tzw gotowość do służby (w zależności od stopnia, najniższe, dla szeregowego – 175 zł), dodatku motywacyjnego, pokrycie kosztów przydatnych kursów.


– To dobry krok – ocenia Tomasz Kulesza, podkarpacki poseł, członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej.


Jego zdaniem sama idea NSR jest dobra, ale potrzebne są korekty, by formacja była dobrym wsparciem dla armii zawodowej.


– Chodzi o to, by nie trafiały do niej osoby z przypadku, dlatego trzeba zmotywować młodych ludzi, dla których noszenie munduru to honor i zaszczyt. Podkarpacie ma takie tradycje – mówi.


Tekst: Ewa Gorczyca

Zdjęcie: Krzysztof Łokaj

 

 Podkarpackie Echo Dnia 11.09.2012 r.

Gazeta codzienna Nowiny 06.02.2012 r.

 



Szturmem do armii. Pracy w wojsku na Podkarpaciu szuka 1500 osób

Szeregowy zawodowy może liczyć co miesiąc na
ok. 2500 zł brutto plus dodatki i od lipca na 300-złotową podwyżkę zapowiedzianą przez premiera w expose.
(fot. Krzysztof Łokaj)
Zawodowymi wojskowymi na Podkarpaciu chce zostać ponad 1500 młodych ludzi. Niestety, szansę mają tylko nieliczni.

Co ciekawe o armii marzą nie tylko panowie.


– Praca w wojsku to stabilna praca i nie trzeba się martwić, że cię zwolnią przez kryzys. Pieniądze, jak na nasze warunki też są dobre. Na pewno warto przynajmniej spróbować – twierdzi Alicja z Rzeszowa.


Masa chętnych do wojska


Ta szczupła, drobna szatynka w czerwcu odbierze dyplom ukończenia studiów. Potem zapuka do Wojskowej Komendy Uzupełnień w swoim mieście i… będzie musiała uzbroić się w cierpliwość. Powód? Bo nabór do wojska prowadzony jest wtedy, gdy zwalniają się etaty. Konkurencję będzie mieć sporą. W całym regionie swoich sił w wojsku chce spróbować aż 1 546 osób.


A ta liczba może jeszcze wzrosnąć, bo w poniedziałek rozpoczęła się tak zwana kwalifikacja, która zastąpiła stary pobór. Do Wojskowych Komisji Uzupełnień mają stawiać się mężczyźni urodzeni w latach 1993 oraz od 1992 do 1988, którzy nigdy nie stawali przed komisją.


Szansę maja też kobiety. Urodzone w latach od 1988 do 1993 głównie absolwentki kierunków medycznych, psychologicznych i weterynaryjnych. Kwalifikacja zakończy się w kwietniu. Ci z nich, którzy chcą związać swoją przyszłość z wojskiem dostaną informację, gdzie powinni się zgłosić. Pozostali trafią do rezerwy.


Najwięcej chętnych do wojska można znaleźć wśród mieszkańców stolicy Podkarpacia. O pracę w armii stara się w Rzeszowie aż 200 kandydatów.


- Kandydatów do tak zwanej służby przygotowawczej mamy około setki. Zainteresowanie jest więc ogromne – przyznaje mjr Tadeusz Homa, szef Wydziału Rekrutacji Wojskowej Komendy Uzupełnień w Rzeszowie.


Jednocześnie podpowiada, że największe szanse mają ci z prawem jazdy kategorii C i C plus E. Dyplom, który będzie przepustką do wojska oferują Wyższe Szkoły Oficerskie i Akademie Wojskowe.

Batalion z Podkarpacia

Mieszkańcy Podkarpacia od początku powstania armii zawodowej tłumnie odwiedzali WKU. Od 2010 r. żołnierzami zawodowymi stało się już prawie 500 osób.


- To fenomen. Jesteśmy liderem w kraju pod względem liczby chętnych w ogóle, jak i liczby kobiet. W Narodowych Siłach Rezerwowych pracuje w tym momencie 546 żołnierzy. Chętnych do służby przygotowawczej było prawie 1 000. Z tej liczby wybraliśmy 28 osób, tyle było miejsc. Liczby mówią same za siebie – przyznaje płk Zbigniew Winiarski, szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Rzeszowie.


Karolina Jamróg